Kobieta..

Ulotność

Dni mijają, czasem zastanawiam się ile mi jeszcze czasu zostało... dużo czy też mało? Względność czasu w tym przypadku jest jak oddech, który wykonujemy bez naszego uczestnictwa świadomego. Owszem... raz.. ten pierwszy..przy narodzinach łapiąc powietrze tego dziwnego, zimnego dla nas świata wykonujemy go świadomie... fakt... umierając... również świadomie zaciągamy się powietrzem po raz ostatni, wiedząc i czując, że to jest już ten ostatni raz. Świadomość powoduje przebłyski pamięci, całe nasze życie przelatuje nam przed oczyma, obserwujemy je, przypominamy sobie, szybka analiza powoduje, że jesteśmy wdzięczni i pełni zgody lub mamy pełno pretensji i złości, że to nie tak miało być... lepsza wersja ta pierwsza... ta druga powoduje ciąg nie kończących się wcieleń...po co ..na co... żyć w tym kole, w którym zmieniamy powłokę cielesną na kolejną n-tą... Swoisty cyrk na kółkach w wykonaniu każdej istoty ziemskiej mniej lub bardziej świadomej istoty przemijania i braku czasu jako miernika ciągłości na bezkresnej linii życia energii.  Proza codzienności z domieszką uśmiechu powoduje zmianę wewnętrzną.. czuję się pogodzona ze wszystkim co mnie otacza, nie walczę, cieszę się codziennością, czasem pojawia się we mnie złość na innego człowieka widząc jak rani kogoś innego. Złość, która trwa chwilę, moment, przemija, mąż nazywa ją "zdrową złością" bez angażowania pokładów wyższych i niższych świadomości... złość zewnętrza, która znika tak szybko jak się pojawia, spływając po ciele i nie dotykając wnętrza.

Dni mijają... przestałam je liczyć... noc, dzień, na zmianę... dzieci rosną, tulą się, całują, mają w sobie coraz więcej uczuć miłości, które wyrażają na zewnątrz... ot... dzisiaj mój szkrab przyszedł do mnie słysząc, że boli mnie głowa.... przykrył mnie kocem... byłam zaskoczona... po czym wrócił do mnie, pogłaskał mnie po głowie i pocałował w czoło... moje najmłodsze dziecko....mam wrażenie, że z dnia na dzień potencjał miłości rośnie we mnie wielokrotnie, przybiera na sile.. cieszę się i dziękuję Bogu, że żyję, że dał mi tak wspaniałą rodzinę, świat, który mnie otacza i ludzi... wierzę..Nawet te negatywne sytuacje, które mnie spotykają stają się dla mnie małostkowe, nie roztrząsam ich, bo wiem, że nie warto tracić energii na negatywy, lepiej kochać, być wdzięcznym. Żyję tak jakby mnie tu nie było, a jednak jestem..pracuję, wychowuję dzieci, kocham moją rodzinę, cieszę się drobiazgami, dziękuję za to co mam.  Kolejny rok ziemski mija... kolejny zbliża się....

 

Kochać... to tak dużo znaczy... więcej niż słowo wypowiedziane.. jest przestrzenią, w której mieści się cały świat i jedna kropla...nanocząstką i Wszechświatem...bezmiarem...